WYDAWNICTWO O ROMANIE NOWICKIM
NA 80-te URODZINY



Ten order dostałem od dorosłych
11 listopada 2002 roku


KRZYŻ KOMANDORSKI Z GWIAZDĄ ORDERU ODRODZENIA POLSKI






A ten Order Uśmiechu dostałem od dzieci
21 lutego 2003 roku



Wiersz z domu dziecka


KRZYŻ OFICERSKI ORDERU ODRODZENIA POLSKI. WSZYSTKIE ODZNACZENIA ZA BUDOWNICTWO I ZA DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNĄ
Podziękowanie za statuetkę w towarzystwie uroczej Laury Łącz Krzyż oficerski


Powołanie do Rady Integracji Europejskiej


NA DZIEŃ TATY OD ANI

Na dzień taty od Ani


WIERSZ DEDYKOWANY MI PRZEZ CÓRKĘ




Zaświadczenie

Zaproszenie od Wałęsy na pierwsze posiedzenie sejmu

Świadectwo powołania na posła


HONOROWY DAWCA KRWI
Honorowy Dawca Krwi


Dyplom Honorowa Srebrna Gwiazda


23 CZERWCA ROMAN NOWICKI OTRZYMAŁ W BARDZO UROCZYSTEJ OPRAWIE MEDAL HONOROWY POLSKIEJ IZBY INŻYNIERÓW BUDOWNICTWA ZA OSIĄGNIĘCIA W PRACY ZAWODOWEJ I ZA DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNĄ
Zjazd PIIB 1

Zjazd PIIB 2

Zjazd PIIB 3


Konfederatka 1
Konfederatka 1


Rezygnacja


Rezygnacja z przewodniczącego Kapituły


Rezygnacja z SLD


Podziękowanie Woli Karczewskiej
Podziękowanie Woli Karczewskiej- podpisy


MEDAL SOLIDARNOŚCI SPOŁECZNEJ
22 stycznia 2011 roku Kardynał Kazimierz Nycz
w Teatrze Wielkim w Warszawie udekorował
Romana Nowickiego
Medalem Solidarności Społecznej



Wręczenie orderu 1

Medal Solidarności Społecznej- wręczanie

Wręczenie orderu 3


KURIER PRZASNYSKI (PIĄTEK 28.01-3.02.2011)
podziekowanie wsiArtykuł Kurier Przasnyski

MEDAL SOLIDARNOŚCI SPOŁECZNEJ

wręczony Romanowi Nowickiemu
w dniu 22 stycznia 2011
na Wielkiej Gali BCC
przez Kardynała Kazimierza Nycza

Dyplom do Medalu Solidarności Społecznej

Uzasadnienie do Medalu Solidarności Społecznej
wręczonego Romanowi Nowickiemu na Wielkiej Gali BCC w dniu 22 stycznia 2011
przez Kardynała Kazimierza Nycza

Założyciel i donator powstałej w 1990 roku Fundacji Bezdomnych zajmującej się budownictwem mieszkaniowym dla biedniejszej części społeczeństwa. W 1957 roku współorganizował istniejącą do dzisiaj pierwszą studencką spółdzielnię pracy MANIUŚ przy Politechnice Warszawskiej dającą szansę studiowania biednym studentom. W 1990 roku założył bezpłatną Szkołę Menadżerów przez Działanie dla młodzieży z małych miast i wsi. Inicjator wielu przedsięwzięć wspomagających działania Monaru, domów dziecka, powodzian i niepełnosprawnych. Od kilku lat zajmuje się społecznie budową drogi i domu kultury we wsi Wola Karczewska, za co otrzymał od mieszkańców tytuł Honorowego Sołtysa.

Medal Solidarności Społecznej

Medal Solidarności Społecznej na szyji


Dyplom Łazarskiego


Logo Profile
Artykuł Profile o medalu solidarności

WYWIAD Z ROMANEM NOWICKIM
Logo Tygodnik Regionalny
Wywiad Medal Solidarności Społecznej 1
Wywiad Medal Solidarności Społecznej 2


MIŁA SERCU STATUETKA OD BRATNIEGO STOWARZYSZENIA "POMOCNA DŁOŃ"
Dyplom stowarzyszenia Damy Radę

Statuetka

Podziękowanie za statuetkę w towarzystwie uroczej Laury Łącz
Podziękowanie za statuetkę w towarzystwie uroczej Laury Łącz

Spotkanie uświetnił Tadeusz Ross  z fantastycznymi córkami
Spotkanie uświetnił Tadeusz Ross  z fantastycznymi córkami

Wychodząc zagraliśmy z żoną ostro na loterii fantowej, z której dochód był przeznaczony dla potrzebujących pomocy
Wychodząc zagraliśmy z żoną ostro na loterii fantowej, z której dochód był przeznaczony dla potrzebujących pomocy


Dyplom od Jarosińskiego


Ordery złotych rąk


Groby w Przasnyszu
65 LAT PO POCHOWANIU W ZBIOROWEJ MOGILE ZAMORDOWANYCH W STARYCH JABŁONKACH POJAWIŁ SIĘ BEZPRAWNIE TEN OTO GRÓB NA GROBIE.


Warszawa maj 2013

KALENDARIUM STARAŃ O USUNIĘCIE NIELEGALNEGO NAGROBKA NA GROBIE WOJENNYM
W PRZASNYSZU
    Poniżej krótka historia bezprawia na grobie wojennym w Przasnyszu z udziałem władz miejscowych, księdza i wojewody. Nielegalna tablica na grobie jak stała w listopadzie 2010 roku tak stoi nadal pomimo protestów i potwierdzonego bezprawia. Sprawca wykroczenia próbuje zastraszyć miejscowe media i mnie - syna Jana Nowickiego (oficera AK) pochowanego w tym grobie. Po każdym piśmie do miejscowych władz samorządowych, księdza, jako zarządcy cmentarza parafialnego i do wojewody pozostawiałem celowo dużo czasu, żeby była szansa na polubowne załatwienie sprawy zgodnie z prawem bez zbędnych i gorszących sporów. Niestety opieszałość w załatwianiu sprawy przez władze wszystkich szczebli i przez miejscowego księdza spowodowała konieczność podejmowania kolejnych interwencji. Przed podjęciem starań o usunięcie nielegalnego nagrobka mieszkańcy ostrzegali, że różnego typu powiązania nieformalne miejscowej władzy uniemożliwią egzekucję jednoznacznych zapisów prawnych chroniących groby wojenne. Jednak Pan Grzegorz Kamecki powołując się na „tradycje walk niepodległościowych”(?) i używając wielu kruczków prawnych nie wykonał do dzisiaj poleceń Wojewody i Starosty Przasnyskiego ośmieszając prawo. Kalendarium przygotowałem, żeby zobrazować jak bezradny jest zwykły obywatel wobec cwaniactwa, nieformalnych powiązań i opieszałego działania urzędów. W zdumienie musi wprawić fakt, że w prostej, jasno opisanej w ustawie sprawie nie można wyegzekwować prawa bez angażowania sądu. Jest to przykład świadomej kpiny z prawa.

1 listopada 2010 – W czasie pobytu na Wszystkich Świętych na cmentarzu parafialnym w Przasnyszu, Roman Nowicki syn oficera AK pochowanego w grobie wojennym stwierdził, że na mogile, w której pochowano kilkudziesięciu członków ruchu oporu zamordowanych w 1945 roku, pojawiła się bezprawnie dodatkowa tablica nagrobna,
Listopad 2010 – W ciągu całego miesiąca R. Nowicki odbył kilka rozmów z Panią Wiceburmistrz Przasnysza w sprawie usunięcia tablicy.
25 listopada 2010 – wobec braku efektu tych rozmów Roman Nowicki wystąpił na piśmie do Wiceburmistrz Przasnysza Pani W. Helak z oficjalną prośbą o ustalenie winnych wykroczenia informując, że: „…grób od początku miał być grobem równych w cierpieniu i równych wobec śmierci”.
4 stycznia 2011 - brak skutecznych działań ze strony Urzędu (ksiądz nie przyznał się do bezprawnego wydania pozwolenia, a sprawca wykroczenia nie chciał usunąć nagrobka), spowodował wystąpienie R. Nowickiego do Komendy Powiatowej Policji w Przasnyszu z publicznym doniesieniem na bezprawne postawienie płyty na grobie wojennym.
14 stycznia 2011 – w Kurierze Przasnyskim ukazał się artykuł, w którym na pytanie dziennikarza ksiądz proboszcz odpowiedział: „ …nikt się do niego nie zgłaszał z prośbą o wydanie zgody na postawienia nagrobka…” Ksiądz stwierdził też, że czeka na ewentualne polecenie policji usunięcia nagrobka.
2 lutego 2011 – pismo do Burmistrz Przasnysza Waldemara Trochimiuka o spowodowanie uzyskania jasnej odpowiedzi księdza, czy wydał bezprawną zgodę na postawienie nagrobka, bo sprawca zamieszania powołuje się na taką zgodę, a ksiądz ciągle zaprzecza.
11 lutego 2011 – Wojewódzki Konserwator Zabytków odpowiada Romanowi Nowickiemu, że ksiądz zarządzający cmentarzem parafialnym w Przasnyszu nie wystąpił o zgodę ani nie informował o możliwości postawienia dodatkowej tablicy na grobie wojennym.
11 lutego 2011 – Komenda Powiatowa Policji w Przasnyszu odpowiedziała na pismo z dnia 4 stycznia, że odmawia wszczęcia dochodzenia. Policja stwierdza jednocześnie, że ksiądz proboszcz wbrew wcześniejszym zaprzeczeniom wydał jednak zgodę na postawienie nagrobka. Policja stwierdziła, że postępowanie Pana Grzegorza Kameckiego nie znieważa grobu, chociaż w świetle ustawy o grobach wojennych jest bezprawne, bowiem wymaga zgody Wojewody.
6 marca 2011 – pismo Burmistrza Przasnysza do księdza proboszcza z prośbą o bezzwłoczne podjęcie niezbędnych działań w celu usunięcia tablicy.
7 marca 2011 – GKOŚ w Przasnyszu wystąpił do Wojewody Mazowieckiego o zajęcie stanowiska w sprawie umieszczenia „nieuzasadnionej” tablicy na grobie wojennym. GKOŚ informuje, że dotychczas nie otrzymał wyjaśnienia na piśmie od zarządcy cmentarza (od księdza). Jednocześnie w piśmie podaje, że inicjatorem i wykonawcą tablicy był Pan Grzegorz Kamecki i stwierdza, że nie była to jednak samowola, bo miał zgodę księdza (!).
7 marca 2011 – pismo Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego do Romana Nowickiego, w którym jest informacja o formalnym wystąpieniu do Pana G. Kameckiego z wezwaniem o usunięcie „tablicy imiennej” w związku z naruszeniem ustawy o grobach i cmentarzach wojennych.
14 marca 2011 – pismo Burmistrza Przasnysza Waldemara Trochimiuka do Romana Nowickiego z informacją, że urząd wystąpił do księdza na piśmie, ale nie otrzymał żadnej informacji zwrotnej. Burmistrz powtarza, że działania Pana G.Kameckiego nie mają jednak cech samowoli, ponieważ dostał zgodę od księdza. Burmistrz stwierdza, że wystąpienia RN do urzędu mają cechę insynuacji i dalej pisze: „ „..Wykonana została (tablica) wprawdzie bez zgody organów do tego uprawnionych, jednak nie samowolnie” (!) i na koniec „..w związku z brakiem kompetencji do podejmowania decyzji w powyższej sprawie….sprawy przekazałem Wojewodzie Mazowieckiemu.”
18 marca 2011 – ukazał się artykuł Kuriera Przasnyskiego pt. „Wojewoda nakazał usunięcie tablicy”. W komentarzu redakcyjnym napisano: „Przykre jest to, że ksiądz proboszcz podczas rozmów z nami jednoznacznie stwierdził, że nie wydawał zgody ani zezwoleń na tablicę”.
24 marca 2011 – Wynajęta przez Pana G.Kameckiego kancelaria prawnicza Prokurent wystąpiła do Romana Nowickiego z wezwaniem o zaniechanie naruszeń prawa polegających na upublicznieniu sprawy. Zamiast usunąć nielegalnie postawioną tablicę wobec oczywistego naruszenia prawa, Grzegorz Kamecki podjął działania w celu zastraszenia skarżącego.
1 kwietnia 2011 – Pismo Romana Nowickiego do Burmistrza Przasnysza stwierdzające, że odpowiedź formalna urzędu na trzy wystąpienia (pierwsze 25 listopada 2010) została udzielona dopiero po 4 miesiącach, a wystąpienia do Urzędu Wojewódzkiego w tej prostej prawnie sprawie zostało wysłane dopiero 7 marca.
12 kwietnia 2011 – pismo Burmistrza Przasnysza do Romana Nowickiego informujące, że urząd kilkakrotnie zwracał się do księdza ustnie i na piśmie o zajęcie stanowiska. „..Przy każdej próbie wyjaśnienia w/w sprawy ksiądz proboszcz nie wyrażał chęci pomocy w ustaleniu inicjatora posadowienia w/w tablicy, jak również zaprzeczał, że wyraził zgodę na jej umiejscowienie w obrębie mogiły”. Burmistrz ponownie zwrócił uwagę, że kompetentnym do rozstrzygnięć jest Wojewoda. Burmistrz poinformował, że pismem z dnia 8 kwietnia br. powiadomił Wojewodę o niezastosowaniu się Grzegorza Kameckiego do wezwania dotyczącego usunięcia przedmiotowej tablicy.
22 kwietnia 2011 – Burmistrz Przasnysza w piśmie do R. Nowickiego stwierdza, że „..nie jest władny do pouczania” pana Grzegorza Kameckiego (w sprawie usunięcia nagrobka - dop. własny).
4 maja 2011 – Niezależnie od toczącego się sporu Roman Nowicki wystąpił do Urzędu Wojewódzkiego z prośbą o pomoc finansową dla Przasnysza w celu gruntownej renowacji grobu wojennego na cmentarzu parafialnym w Przasnyszu.
24 maja 2011 – Burmistrz Przasnysza informuje Romana Nowickiego, że urząd nie ma podstaw do dalszej ingerencji w sprawę usunięcia (nielegalnej) płyty nagrobnej na grobie wojennym. Jeszcze raz zwraca uwagę, że odpowiada za to Wojewoda.
5 czerwca 2011 – Kurier Przasnyski opublikował obszerny list stanowiący odpowiedź R. Nowickiego na opublikowany list Pana Kameckiego. R. Nowicki zwrócił uwagę, że zamiast usunąć płytę, Pan Kamecki przy pomocy prawników próbuje „zastraszyć prawdę”. Jednocześnie w piśmie zwrócono uwagę na niewłaściwość powoływania się przez G.Kameckiego na „tradycje niepodległościowe” które dają mu rzekomo moralne upoważnienie do wyróżnienia dodatkową płytą oficera NSZ. R.Nowicki w odpowiedzi napisał między innymi;
„…Szermowanie w liście „zasługami niepodległościowymi” jest nie na miejscu. Ideologiczne frazesy powtarzane w liście i przy różnych okazjach są próbą upolitycznienia tragedii, która spotkała mieszkańców Przasnysza ponad 65 lat temu. Po co, dla jakich celów? Tym bardziej to dziwi, że opinie Polaków na temat roli NSZ w czasie okupacji dalej są bardzo podzielone. Cały problem przestałby istnieć gdyby usunięto tablicę od razu, po pierwszych sygnałach o braku podstaw prawnych do jej postawienia i naruszenia spokoju zamordowanych”.
15 czerwca 2011 – pismo Romana Nowickiego do księdza proboszcza w Przasnyszu zwracające uwagę, że od 7 miesięcy trwają starania o przywrócenie porządku na grobie wojennym w Przasnyszu „…musi budzić zdziwienie stanowisko zajmowane w tej sprawie przez Księdza Proboszcza” (ksiądz przez wiele miesięcy nie chciał się przyznać, że wydał nielegalną zgodę na postawienie płyty). List kończy się prośbą o pilną decyzję w sprawie usunięcia nielegalnego nagrobka.
3 lipca 2011– Mail do księdza proboszcza w Przasnyszu w nawiązaniu do bezpośredniego spotkania w Warszawie z inicjatywy księdza proboszcza. Ponowna prośba o działania w celu usunięcia nielegalnego nagrobka w na cmentarzu parafialnym. Ksiądz wiele miesięcy nie przyznawał się że wydał bezprawną zgodę a potem nie podejmował żadnych konkretnych działań żeby Pan Kamecki nagrobek usunął.
20 lipca 2011 – Zamiast usunąć nielegalną tablicę G. Kamecki składa skargę do Generalnego Inspektora Danych Osobowych, że Redakcja Kuriera Przasnyskiego udostępniła list osobie trzeciej, w którym były jego dane osobowe.
25 lipca 2011 – Pismo do Urzędu Wojewódzkiego po sprawdzeniu na miejscu, że pomimo wielokrotnych wystąpień pan Kamecki dalej łamie prawo.
27 lipca 2011– Urząd Wojewódzki poinformował R. Nowickiego, że po dwukrotnym upomnieniu G. Kameckiego skierował sprawę do Prokuratury Rejonowej w Przasnyszu, a ta powiadomiła, że skierowała sprawę do Komendy Powiatowej Policji w Przasnyszu, która z kolei 6 lipca przesłała całość sprawy do Sądu Rejonowego w Przasnyszu (!!!).
10 sierpnia 2011 – kolejne pismo do księdza proboszcza z interwencją że dalej nie ma wystąpienia do p. Kameckiego anulującego bezprawną zgodę wydaną w listopadzie 2010 roku.
30 sierpnia 2011 – w wyniku wielokrotnych interwencji ksiądz proboszcz z Przasnysza przekazał R. Nowickiemu odpis pisma skierowanego dopiero w dniu 30 sierpnia 2011 (!) do G. Kameckiego (po 10 miesiącach od zaistnienia sprawy- dop. własny), w którym między innymi pisze: „Wydając zgodę na umieszczenie tablicy….na mogile wojennej, nie wiedziałem, że prawdopodobnie nie miałem prawa bez uprzedniej decyzji wojewody – wydać powyższego zezwolenia. W związku z powyższym uprzejmie proszę o jej usunięcie do czasu wyjaśnienia tej sprawy w odpowiednich urzędach…”. Uprzejma prośba nie dała do dzisiaj żadnego rezultatu. Na piśmie brak adnotacji, że p. Kamecki pismo to otrzymał.
6 września 2011 – Generalny Inspektor Danych Osobowych wystąpił do Kuriera Przasnyskiego z powództwa G. Kameckiego z informacją o wszczęciu postępowania w sprawie udostępnienia osobie trzeciej danych osobowych zainteresowanego. Nawiasem mówiąc, zgodnie z prawem prasowym, list został przekazany z prośbą o zajęcie stanowiska do publikacji przez R. Nowickiego. Pan Kamecki działając od wielu miesięcy bezprawnie wystąpił o ochronę prawną swoich danych, żeby zastraszyć gazetę piszącą o tych sprawach. Wystarczyłby jeden telefon, żeby natychmiast uzyskać efekt w postaci usunięcia Jego adresu ze strony internetowej.
9 września 2011 – Roman Nowicki złożył z własnej inicjatywy obszerne wyjaśnienie w tej sprawie przyjmując na siebie całą winę za umieszczenie na własnej stronie internetowej listu wraz z adresem. Po otrzymaniu z Redakcji informacji o skardze R. Nowicki natychmiast (!) wycofał ze strony internetowej list i nazwisko skarżącego. Fragmenty z oświadczenia R. Nowickiego, przesłanego do Redakcji:
”… Redakcja, zgodnie z dobrym obyczajem dziennikarskim udostępniła mi list, jako stronie konfliktu z prośbą o wypowiedź. Obydwa teksty (pismo Pana G. Kameckiego i moja odpowiedź) zostały zamieszczone w Kurierze zgodnie z prawem prasowym. W tym momencie obydwa teksty stały się również własnością publiczną. Pan Grzegorz Kamecki, który od wielu miesięcy wiedząc z publikacji prasowych i z wystąpień Urzędu Wojewódzkiego, że ustawienia prywatnej tablicy na grobie wojennym w Przasnyszu z afirmacją Narodowych Sił Zbrojnych było bezprawne, demonstracyjnie nie usunął jednak nagrobku, ale domaga się żeby inne prawo chroniło jego dane osobowe….. Swoją drogą pozostaje bez odpowiedzi pytanie jak to jest możliwe, że przez tyle miesięcy można z pełnym lekceważeniem i bezkarnie łamać prawo o grobach wojennych i jednocześnie angażować środki i prawników żeby zastraszyć wszystkich, którzy ośmielają się protestować lub udostępniają łamy prasowe do wymiany argumentów. Może Pan Grzegorz Kamecki pójdzie w moje ślady i po prostu usunie natychmiast nielegalny nagrobek z grobu wojennego tak jak ja natychmiast usunąłem list z Jego adresem - dopisek). Cała sprawa przestanie (wtedy) istnieć”.
26 października 2011 – pismo do księdza proboszcza zwracające uwagę, że długotrwałe ukrywanie prawdy przez księdza i bezczynność władz spowodowały poczucie całkowitej bezkarności pana Kameckiego, który ciągle nie usunął nielegalnego nagrobka, ale wystąpił z oskarżeniami przeciwko miejscowym mediom i przeciwko mnie „…człowiek, który świadomie nie przestrzega prawa, domaga się szanowania prawa wobec siebie. Okazuje się że mając pieniądze i powołując się na tradycje niepodległościowe można wszystko”.
26 stycznia 2012 – pismo do Sądu Rejonowego w Przasnyszu z zapytaniem co się dzieje ze skargą Wojewody na działalność p. Kameckiego skierowaną do sądu w dniu 6 lipca 2011 roku za pośrednictwem Komendy Powiatowej Policji?
31 stycznia 2012 – pismo do GIODO z zapytaniem, dlaczego ciągle nie ma orzeczenia w skardze p. Kameckiego na dziennikarza miejscowego za ujawnienie danych osobowych. Skarga została złożona w dniu 20 lipca i skutecznie zakneblowała miejscową gazetę która wcześniej opisywała te nieprawidłowości. Było wrażenie, że skarżącemu zależało na przeciąganiu tej sprawy w nieskończoność, powolne działanie GIODO miały sprzyjać tym zamiarom (nieoficjalnie potwierdzono taką wersję).
1 lutego 2012 – pismo z sądu, że rozprawa odbędzie się 8marca br.. Rozprawa się nie odbyła bo nie stawił się adwokat p. Kameckiego. Następna rozprawa też się nie odbyła bo p. Kamecki zgłosił nowego światka(???).
2 lutego 2012 – pismo do Prezesa Sądu Rejonowego w Przasnyszu negatywnie oceniające działania władz miejscowych i powolne procedury sądu.
20 lutego 2012– ponowne pismo do GIODO w sprawie opóźnień w rozpatrywaniu skargi pana Kameckiego na Kurier Przasnyski złożonej w GIODO 20 lipca 2011 roku. Przewlekłe rozpatrywanie leżało w interesie skarżącego bo w czasie trwania procedur gazeta z obawy przed odpowiedzialnością przestała informować opinię publiczną o skandalu na cmentarzu.
8 marca 2012 – odpowiedź GIODO na moje pismo, stwierdzające, że nie jestem stroną w sprawie i nie mogą udzielić mi bliższych informacji o sprawie, GIODO podał jednocześnie, że postępowanie zostało zakończone (po 8 miesiącach!).
16 marca 2012 – ponowne wystąpienie do GIODO z uzasadnieniem, że jestem stroną w sprawie i prośbą o bliższą informację o decyzji administracyjnej w sprawie skargi pana Kameckiego. Pomimo kolejnych interwencji na pismo do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi, jak również Kurier Przasnyski nie otrzymał do dzisiaj orzeczenia.
25 kwietnia 2012 – pismo do Burmistrza Przasnysza, Komendanta Policji i Prezesa Sądu opisujące przebieg sprawy, Która ciągnie się już 18 miesięcy a mogła być załatwiona w jeden dzień, bo ustawa o ochronie grobów wojennych rozstrzyga jednoznacznie bez żadnych niedomówień podobne przypadki. Bezradność władz miejscowych, dziwne zachowania księdza proboszcza – administratora cmentarza parafialnego, stworzyły warunki do długotrwałego lekceważenia prawa przez jedną osobę. Pojawiły się różne domysły na temat przyczyn takiej sytuacji i nieformalnych porozumień. Tylko Prezes Sądu odpowiedział na te wątpliwości w sposób rzetelny.
16 maja 2012 – pismo do Sądu Rejonowego w Przasnyszu wyrażające zdziwienie, że sprawa przeciwko panu Kameckiemu z powództwa Wojewody i policji została umorzona po 10 miesiącach i 6 posiedzeniach sądu ( 28 listopada 2011 roku sąd wydał wyrok nakazowy od którego p. Kamecki się odwołał. W dniu 27 stycznia br. posiedzenie zostało odwołane bo nie stawił się obrońca. W dniu 8 marca posiedzenie zostało przełożone, bo obrona powołała świadka. W dnu 29 marca br posiedzenie sądu zostało przełożone, bo obrona powołała dwóch dalszych świadków. Na kolejnym posiedzeniu sądu w dniu 17 kwietnia oskarżyciel (policja) zmodyfikował oskarżenie(!) w wyniku czego po raz kolejny trzeba było odłożyć posiedzenie. W dniu 15 maja sąd na podstawie nowego oskarżenia policji umorzył sprawę co może sugerować, że policja celowo zmieniła podstawę oskarżenia żeby uzyskać taki efekt.
18 maja 2012 – obszerna odpowiedź Prezesa Sądu Rejonowego w Przasnyszu uzasadniająca tryb postępowania sądu.
4 czerwca 2012 – pismo GIODO, że nie udzielą żadnej odpowiedzi w sprawie, bo nie jestem stroną. GIODO uchyliła się również od odpowiedzi na zarzuty opieszałego działania urzędu co budziło podejrzenia o bezprawne sprzyjanie skarżącemu.
5 czerwca 2012 – pismo Urzędu Wojewódzkiego do Romana Nowickiego informujące o możliwości gruntownego remontu mogiły wojennej.
18 czerwca 2012 – pismo do Burmistrza Trochimiuka informujące, że Wojewoda jest skłonny przyznać niezbędne środki na remont grobu wojennego i prośba o przygotowanie stosownej dokumentacji.
04 września 2012 – pismo burmistrza w którym informuje, że Przasnysz nie wystąpi do Wojewody o środki finansowe na gruntowny remont grobu wojennego, chociaż województwo sygnalizowało na mój wniosek, że takie środki może przyznać na 2014 rok. Burmistrz się obraził za to, że naciskaliśmy żeby rozwiązał problem nielegalnego nagrobka w ramach własnych kompetencji. Urząd w końcu wystąpił o środki na remont ale na inny grób, żekomo bardziej zniszczony. Tym bardziej dziwne, że w kilku poprzednich latach burmistrz nie występował o pomoc Wojewody jak gdyby ten problem w ogóle nie występował. Zdumiewające!
15 września 2012 – pismo do Parafii Św’ Wojciecha w Przasnyszu „….Od ponad 7 miesięcy trwają starania o przywrócenie porządku na grobie wojennym, w którym leży pochowany mój ojciec. Od początku było i jest oczywiste, że dodatkowa płyta nagrobna Pana K…została ustawiona bezprawnie i do czasu uzyskania właściwej zgody powinna być, bez kłótni i sporów, natychmiast usunięta. Oczywiście z wielu powodów musi też budzić zdziwienie stanowisko zajmowane w tej sprawie przez Księdza Proboszcza. Zaprzeczanie i utajnianie prawdy o wydaniu zgody jest złym przykładem dla wierzących. Ale jak już się w końcu, po kilku miesiącach dochodzenia okazało, że ksiądz wydał zgodę i że jest ona bezprawna to należało ją niezwłocznie wycofać i zażądać usunięcia nagrobka…..Tymczasem spór nie z mojej winy ciągle się zaostrza, a Pan K…. coraz częściej powołuje się na tradycje niepodległościowe i grozi mi procesem sądowym….. W związku z powyższym zwracam się z prośbą do Księdza Proboszcza , jako administratora cmentarza parafialnego w Przasnyszu o pilne wydanie decyzji o usunięcie spornego nagrobka………”
27 października 2012 – list do Parafii św Wojciecha fragmenty:
„……Piszę ten list z największym smutkiem. Przez szacunek dla Kościoła nie chcę w dalszym ciągu ujawniać wszystkich znanych mi faktów w tej sprawie, ale kilka muszę podać dla zrozumienia powstałej sytuacji. W 2009 roku na grobie wojennym na cmentarzu parafialnym w Przasnyszy pojawiła się nielegalna płyta nagrobna….. Ustawa o mogiłach wojennych nie dopuszcza takich instalacji bez zgody wojewody. W 2010 roku wystąpiłem do burmistrza Przasnysza z prośbą o spowodowanie usunięcia nielegalnego nagrobka zwracając między innymi uwagę, że wszyscy zamordowani powinni być równi w nieszczęściu…. Pan K. odpowiadając na zarzuty powoływał się na zgodę na piśmie, którą dostał od księdza…… Ksiądz przez wiele miesięcy zaprzeczał wobec miejscowych władz (burmistrz, prokurator, policja) i dziennikarzy, że taką zgodę wydał. W świetle dokumentów mówił wyraźną nieprawdę. Po wielu miesiącach ksiądz proboszcz przyznał się w końcu do wydania zgody na piśmie w sprawie postawienia nielegalnej tablicy nagrobnej argumentując, że nie znał stosownych przepisów ustawowych……. Na prośbę księdza dwukrotnie spotkałem się z nim w Warszawie prosząc tylko o jedno żeby tablica została usunięta. W tym czasie nie podejmowałem żadnych innych interwencji przez szacunek dla Kościoła. Tablica jednak nie została usunięta do dzisiaj……. Gorszące jest przy tym powoływanie się pana K….. w obronie nielegalnej instalacji na tradycje walk niepodległościowych i poparcie Związku Żołnierzy NSZ (pismo b.posla Artura Zawiszy).
    Moją jedyną szansą na spowodowanie demontażu nielegalnej płyty nagrobnej stało się upublicznienie całej sprawy stąd ujawnienie dokumentów na mojej prywatnej stronie www.romannowicki.pl i w miejscowej prasie….”
28 października 2012 – potwierdzenia księdza, ze zajmie się sprawą.
21 listopada 2012– list do Parafii w Przasnyszu, fragmenty zwracające uwagę że ciągle brak jest pełnej odpowiedzi na pismo z 27 października. Pytanie o formalne działania wobec sprawcy wykroczenia (zwrot przyjętych pieniędzy za bezprawną decyzję i potwierdzenie doręczenia formalnego żądania usunięcia nielegalnego nagrobka).
23 listopada 2012 – niemerytoryczna odpowiedź księdza z uwagami krytycznymi za niestosowność żądania odpowiedzi.
5 grudnia 2012– list do Parafii w Przasnyszu, ponowna prośba o odpowiedź i ponowne wyjaśnienie motywów działania. Od odpowiedzi zależy możliwość wymuszenia na panu K. usunięcia nielegalnej tablicy.
5 stycznia 2013– list do Parafii w Przasnyszy z prośbą o merytoryczną odpowiedź na poprzednie wystąpienia, fragmenty: „…Przykro mi, ale w dalszym ciągu nie otrzymałem odpowiedzi na moje pisma z dnia 27 października 2012 roku, 21 listopada 2012 roku i 5 grudnia 2012 roku. Przepraszam za kłopot, ale sprawa przy odrobinie dobrej woli od początku była prosta do wyjaśnienia. Wcześniej nie chciałem wchodzić w szczegóły zdając sobie sprawę, że pewne kwestie mogą być niewygodne dla Parafii. Z tego też powodu nie upubliczniałem moich wystąpień, ale proszę się postawić w sytuacji obywatela, który nie może załatwić prostej sprawy. Często w takich przypadkach pozostaje odwołanie się do opinii publicznej. Od wielu, wielu miesięcy oczekiwałem na skuteczne działanie zarządcy cmentarza w tej sprawie. Wydawało się, że pan K. deklarujący publicznie swoją głęboką wiarę podporządkuje się natychmiast prośbie Parafii. Tak się nie stało do dzisiaj. Nasuwa się więc proste przypuszczenie, że moje wielokrotne prośby o przestrzeganie ustawowego prawa nie spotkały się od początku ze zrozumieniem Parafii. Oczywiście dopuszczam możliwość, że Parafia podjęła należyte działania, ale pan K. nie wykonał zaleceń. Jeżeli tak to jeszcze raz proszę o potwierdzenie tego faktu i wyjaśnienie spraw, o których napisałem w poprzednich wystąpieniach. Zwłoka w działaniach przyczyniła się między innymi do fatalnej decyzji Starosty, który pomimo załatwienia prze zemnie przychylności Urzędu Wojewódzkiego na dofinansowanie remontu całego grobu wojennego obraził się na nasze interwencje i do dzisiaj nie wystąpił o dotację na renowację grobu zasłaniając się pretekstem, że inne mogiły są w gorszym stanie....”
6 stycznia 2013– emocjonalna odpowiedź księdza odmawiająca uczciwego wyjaśnienia sprawy bezpośrednio związanej z parafią ( zwrot pieniędzy sprawcy wykroczenia, potwierdzona decyzja administratora cmentarza o natychmiastowym usunięci nielegalnej tablicy na grobie wojennym). Wbrew temu co twierdziła parafia odpowiedź na te pytania wymagała poświęcenia sprawie kilkudziesięciu minut.
30 stycznia 2013– pismo do Wojewody Mazowieckiego przygotowane przez kancelarię prawną zwracające uwagę na fakt że działania dotychczasowe ze strony Wojewody są nieskuteczne i że urząd nie wydał decyzji administracyjnej w tej sprawie. Zgodnie z ustawą o mogiłach wojennych Wojewoda Mazowiecki ponosi pełną odpowiedzialność za złamanie prawa na grobie wojennym w Przasnyszu.
19 lutego 2013– odpowiedź Wojewody w której uzasadnia przyczyny nie wydania decyzji administracyjnej i informuje, że skieruje sprawę do załatwienia przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Przasnyszu. Decyzja dziwna bo Inspektorat zna sprawę od miesięcy i nic pożytecznego nie zrobił.
5 marca 2013– pismo do Parafii św. Wojciecha w Przasnyszu z ponownym przypomnieniem o braku odpowiedzi na dotychczasowe pisma i monity. W piśmie ponownie zwraca się uwagę, że zatajanie prawdy i pobranie pieniędzy za bezprawną zgodę na postawienie tablicy na mogile wojennej stało się ważną przeszkodą na drodze do ostatecznego uregulowania sprawy. Pismo pozostało bez odpowiedzi.

W efekcie, pomimo upływu prawie 3 lat nielegalna nagrobek na mogile wojennej jak stał tak stoi do dzisiaj. Jawne kpiny z prawa zyskały zakulisowe wsparcie księdza, władz lokalnych i zapewne mimo woli GIODO. Odbyło się zupełnie niepotrzebnie 6 kosztownych rozpraw sądowych (z inicjatywy wojewody), chociaż nagrobek mógł być usunięty natychmiast w wyniku decyzji administracyjnej, bowiem ustawa o grobach i cmentarzach wojennych mówi wprost, że na mogiłach wojennych nie można cokolwiek zmieniać bez zgody wojewody. Sprawa mogła też mieć dawno pozytywne rozwiązanie w przypadku zdecydowanego działania Parafii Przasnyskiej i zwrotu nielegalnie pobranych pieniędzy od sprawcy wykroczenia. Sprawdziły się przewidywania niektórych mieszkańców Przasnysza, że z miejscowymi władzami i księdzem nie można wygrać nawet tak prostej i oczywistej sprawy. Również działania Wojewody Mazowieckiego pozostawiają wiele do życzenia (do dzisiaj nie wykorzystał najprostszego narzędzia jakim dysponuje w postaci „decyzji administracyjnej”). Zły to przykład dla społeczności lokalnej.
Umorzenie postępowania sądowego wszczętego z inicjatywy Wojewody w sprawie bezprawnego działania pana Kameckiego dotyczyło tylko przedawnienia samego faktu postawienia instalacji, ale nie zalegalizowało istnienia nielegalnej tablicy nagrobnej. Tablica dalej stoi. Odmowa Burmistrza Przasnysza wystąpienia o środki finansowe na remont mogiły wojennej pomimo pozytywnej deklaracji Wojewody przyznania pieniędzy jest karygodna.

Prawie pełna dokumentacja na stronie www.romannowicki.pl zakładka Profanacja. Tel. 502 279 754
Roman Nowicki


POUCZAJĄCA WYMIANA KORESPODENCJI Z GIODO
Korespondencja GIODO 1

Korespondencja GIODO 2

Korespondencja GIODO 3

Korespondencja GIODO 4

Korespondencja GIODO 5

Korespondencja GIODO 6

Korespondencja GIODO 7

Korespondencja GIODO 8

Korespondencja GIODO 9


OŚWIADCZENIE
    W tym miejscu wisiał list Pana G. Kameckiego do Redakcji Kuriera Przasnyskiego. Redakcja, zgodnie z dobrym obyczajem dziennikarskim udostępniła mi list, jako stronie konfliktu z prośbą o wypowiedź. Obydwa teksty zostały zamieszczone w Kurierze zgodnie z prawem prasowym. W tym momencie obydwa teksty stały się również własnością publiczną. Pan Grzegorz Kamecki, który od wielu miesięcy wiedząc z publikacji prasowych i z wystąpień Urzędu Wojewódzkiego, że ustawienia prywatnej tablicy na grobie wojennym w Przasnyszu z afirmacją Narodowych Sił Zbrojnych było bezprawne, demonstracyjnie nie usunął jednak nagrobku, ale domaga się żeby inne prawo chroniło jego dane osobowe. Pan Kamecki wystąpił do Generalnego Inspektora Danych Osobowych ze skargą na naruszenie przez Redakcję jego dóbr osobistych na skutek przekazania listy do mojej wiadomości. Jest oczywiste, że bez znajomości tekstu Pana Kameckiego nie mógłbym się do niego ustosunkować, ale jest wyłącznie moim błędem i moją winą, że publikując te polemiczne teksty na stronie internetowej, przez niedopatrzenie zamieściłem adres Pana Kameckiego. W związku z powyższym cały list, natychmiast po otrzymaniu tej wiadomości został zdjęty z mojej strony internetowej z przeproszeniem za zaistniałą sytuację.
    Swoją drogą pozostaje bez odpowiedzi pytanie jak to jest możliwe, że przez tyle miesięcy można z pełnym lekceważeniem i bezkarnie łamać prawo o grobach wojennych i jednocześnie angażować środki i prawników żeby zastraszyć wszystkich, którzy ośmielają się protestować lub udostępniają łamy prasowe do wymiany argumentów. Może Pan Grzegorz Kamecki pójdzie w moje ślady i po prostu usunie natychmiast nielegalny nagrobek z grobu wojennego. Cała sprawa przestanie istnieć.

Roman Nowicki
9 września 2011


Artykuł w Kurierze Przasnyskim


Logo Kurier Przasnyski
Artykuł Jest szansa na remont mogiły


Pismo Wojewody Mazowieckiego z 27.07.2011


Pismo do Księdza


5-8 czerwca 2011
Logo Kurier Przasnyski

WSZYSCY SĄ RÓWNI W NIESZCZĘŚCIU
(na marginesie listu Grzegorza Kameckiego do redakcji)
Po przeczytaniu listu pana Grzegorza Kameckiego mam wrażenie, że otaczając się gronem prawników próbuje on kolejny raz zastraszyć prawdę. A jest ona prosta jak cep mówiąc językiem znanego porzekadła ludowego. Nagrobek indywidualny śp. Tadeusza Kameckiego powstał z naruszeniem prawa i powinien być usunięty. Wszyscy bestialsko zamordowani w tym grobie są sobie równi i żadna demonstracja siły pieniądza nie powinna mieć tu miejsca. Mnie też stać, żebym mojemu ojcu, oficerowi AK, postawić indywidualną płytę marmurową, ale nawet przez myśl mi to nie przeszło. Może inne rodziny są biedniejsze i nie byłoby je stać na takie akcenty, a poza tym gdyby wszyscy chcieli wydzielić indywidualne groby na tej zbiorowej mogile dla połowy pochowanych nie starczyłoby miejsca. Szermowanie w liście „zasługami niepodległościowymi” jest nie na miejscu. Ideologiczne frazesy powtarzane w liście i przy różnych okazjach są próbą upolitycznienia tragedii, która spotkała mieszkańców Przasnysza ponad 65 lat temu. Po co, dla jakich celów? Tym bardziej to dziwi, że opinie Polaków na temat roli NSZ w czasie okupacji dalej są bardzo podzielone. Cały problem przestałby istnieć gdyby usunięto tablicę od razu, po pierwszych sygnałach o braku podstaw prawnych do jej postawienia i naruszenia spokoju zamordowanych. Tymczasem Pan Grzegorz Kamecki dużym kosztem brnie dalej w zaostrzanie konfliktu stawiając przy tym w coraz gorszym świetle Księdza Proboszcza. Swoją drogą jak tak dalej pójdzie będę zmuszony wystąpić do władz kościelnych z zapytaniem, dlaczego ksiądz wielokrotnie mówił nieprawdę w tej sprawie i dlaczego, nawet po pisemnych wystąpieniach Burmistrza, nie podjął jako administrator cmentarza żadnych kroków, żeby usunąć nielegalną tablicę. Jakie są rzeczywiste przyczyny takiego zachowania? Nie zrobiłem tego przez pół roku, ale zapewne zmuszą mnie do tego ostatnie działania Pana Kameckiego.
Od początku było oczywiste, że cmentarze wojenne podlegają jurysdykcji wojewody a nie księdza. Dlaczego w takim razie pan Kamecki od razu nie zwrócił się do Urzędu Wojewódzkiego o zgodę. Dla potwierdzenia, że od początku nie dążyłem do żadnego konfliktu przytoczę fragment mojego pierwszego wystąpienia do burmistrza z 25 listopada 2010 roku: „… W załączeniu przesyłam dwa zdjęcia grobu, który się pojawił piętrowo na zbiorowej mogile, w której jest pochowany mój ojciec……… grób od początku miał być grobem równych w cierpieniu i równych wobec śmierci. Bez żadnych wyróżnień indywidualnych. Dziwię się, że rodzina Pana Kameckiego zrobiła taki "nowobogacki" gest, łamiący solidarność zamordowanych. Będę wdzięczny za ustalenie, kto zdecydował o tym dodatkowym grobie na grobie….”. Dopiero po prawie 6 tygodniach bezskutecznego czekania na odpowiedź wystąpiłem z publicznym doniesieniem do Komendy Policji w Przasnyszu. Burmistrz w tym czasie bezradnie rozkładał ręce nie mogąc uzyskać od księdza prostej odpowiedzi na pytanie, czy wydał zgodę na postawienie tablicy na grobie wojennym. Doniesienie z mojej strony było publiczne nie dlatego, żeby komuś sprawić przykrość, a dlatego, że bez nagłośnienia nie było szans na pozytywne załatwienie sprawy, co potwierdziły późniejsze fakty. W dniu 11 stycznia br. policja umorzyła śledztwo pisząc m.in.: ”..W toku podjętych czynności ustalono, że wykonanie i zmontowanie powyższej tablicy zlecił Grzegorz Kamecki ……………Na wykonanie takiej tablicy w/w posiada pisemne zezwolenie księdza…Jednakże zgodnie z ustawą ….o grobach i cmentarzach wojennych….wykonywanie jakichkolwiek robót ziemnych, wznoszenia pomników i innych urządzeń wymaga zezwolenia wojewody”. A więc po prawie dwóch miesiącach okazało się, że ksiądz wydał jednak bezprawnie pozwolenie. Po dalszych trzech tygodniach Burmistrz wystąpił do Wojewody Mazowieckiego z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie. W dniu 7 marca br. Urząd Wojewódzki poinformował mnie na piśmie: „…Odpowiadając na pismo z dnia 19 lutego 2011………uprzejmie informuję, że wystąpiłem do bratanka śp. Tadeusza Kameckiego o usunięcie z mogiły zbiorowej ofiar terroru na cmentarzu parafialnym w Przesnyszu, tabliczki imiennej. Wezwanie do usunięcia tabliczki imiennej nastąpiło w związku z naruszeniem art.5 ustawy o grobach i cmentarzach wojennych z dnia 28 marca 1933r.” Kurier Przasnyski pod koniec marca napisał artykuł „Wojewoda nakazał usunięcie tablicy” zamieszczając stosowny komentarz dotyczący nieprawdziwego oświadczenia księdza. Dodatkowo Urząd Wojewódzki otrzymał w dniu 4 maja oficjalne potwierdzenie z poczty, że pan Kamecki odebrał kolejne pismo nakazujące usunięcie nagrobku. Tymczasem w piśmie do redakcji z dnia 18 maja pan Kamecki pisze: „Pragnę oświadczyć, że wojewoda nie wydał w stosunku do mnie żadnej decyzji administracyjnej, w szczególności nakazującej demontaż tablicy”. Ktoś tu mówi nieprawdę. Czas zrozumieć, że w Polsce nie ma równych i równiejszych. Prawo jest jednakowe dla wszystkich. W piśmie z dnia 14 kwietnia br. Burmistrz Przasnysza napisał do mnie: „ Pismem z dnia 4 kwietnia zostałem poinformowany przez Dyrektora Wydziału Polityki Społecznej Mazowieckiego Urzędu w Warszawie o wezwaniu Pana Grzegorza Kameckiego do usunięcia tablicy imiennej poświęconej śp. Tadeuszowi Kameckiemu. W reakcji na powyższe, po uprzednim dokonaniu wizji terenowej, po raz kolejny podjęto próbę porozumienia się z Księdzem Proboszczem Franciszkiem Różańskim, informując o konieczności zdemontowania przedmiotowej tablicy….”. A Pan Kamecki pisze do redakcji, że nic o tym nie wie. Powoływanie się na zaniedbanie mogiły i potrzebę gruntownej renowacji nie ma w tym przypadku nic do rzeczy, rodzi się bowiem pytanie, co konkretnie w tej sprawie i kiedy zrobił Pan Kamecki. Ja takie inicjatywy wcześniej podejmowałem (m.in. brukowane alejki), jak również wiele tygodni temu wystąpiłem do województwa o pieniądze na remont całego grobu. Wszyscy są równi w tym nieszczęściu. Może więc zakończmy ten jałowy spór i po zdemontowaniu tablicy połączmy siły, żeby w porozumieniu z Wojewodą i Konserwatorem Zabytków pomóc w znalezieniu środków finansowych na gruntowny remont mogiły wojennej, w której leżą nasi najbliżsi, bez zbijania kapitału politycznego i podziałów na lepszych i gorszych.
Roman Nowicki

Od redakcji: Roman Nowicki będąc posłem pomógł zdobyć pieniądze na budowę szpitala w Przasnyszu, na budowę posterunku policji, na własny koszt kilkakrotnie remontował pomnik powstańców na cmentarzu parafialnym, uruchomił punkt rehabilitacji chorych dzieci, fundował ubiory sportowe dla drużyny juniorów w piłce nożnej, pomógł wykonać alejki z kostki brukowej przy grobie wojennym, w którym leży jego ojciec.

Pismo urzędu Przasnysz do mnie


Pismo do Urzędu Wojewódzkiego


Pismo urzędu Przasnysz


Moje pismo do Burmistrza


Odpowiedź Burmistrza


Pismo Urządu do Księdza


Pismo do Burmistrza 1
Pismo do Burmistrza 2


Prawnicy Prokurent 1
Prawnicy Prokurent 2


Kurier Przasnyski


List Burmistrza do mnie


Wydział Polityki Społecznej- Wojewoda


Burmistrz do wojewody 7 marca
Burmistrz do wojewody 7 marca


Prokurator o grobie 1
Prokurator o grobie 2


Konserwator zabytków


Roman Nowicki
roman@romannowicki.pl
Warszawa 2 lutego 2011
Pan Burmistrz
Waldemar Trochimiuk

    W nawiązaniu do mojego pisma z dnia 25 listopada 2010 roku do Pani Wiceburmistrz uprzejmie informuję, że wystąpiłem również do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z prośbą o informację czy jest dopuszczalna tego typu profanacja grobu wojennego jak to się stało w Przasnyszu na grobie zamordowanych w Starych Jabłonkach. Jest oczywiste, że ksiądz musiał rodzinie Pana Kameckiego wydać na to zgodę choć nie miał do tego żadnego prawa, za żadne pieniądze. Ksiądz ma obowiązek udzielić burmistrzowi jasnej i niezwłocznej odpowiedzi w tej sprawie z racji opieki władz lokalnych nad grobami pomordowanych w czasie wojny. W związku z powyższym uprzejmie proszę o możliwie odwrotną  informację o działaniach podjętych w celu uzyskania odpowiedzi księdza i usunięcia nielegalnego nagrobka.

Roman Nowicki
więcej www.romannowicki.pl
zakładka „profanacja”


KURIER PRZASNYSKI 14 STYCZNIA 2011
Artykuł Policja bada sprawę grobów


Pismo do policji


Warszawa listopad 2010

Burmistrz Przasnysza
Pani Wiesława Helwak

Szanowna Pani Burmistrz
Dziękuję za bardzo sympatyczną rozmowę. Jak się okazało łączy nas sentyment do pięknej ziemi przasnyskiej i wspólne wspomnienia tragicznych losów naszych rodzin. W załączeniu przesyłam dwa zdjęcia grobu, który się pojawił piętrowo na zbiorowej mogile, w której jest pochowany mój ojciec. Swoją drogą grób od początku miał być grobem równych w cierpieniu i równych wobec śmierci. Bez żadnych wyróżnień indywidualnych. Dziwię się, że rodzina Pana Kameckiego zrobiła taki "nowobogacki" gest, łamiący solidarność zamordowanych. Będę wdzięczny za ustalenie, kto zdecydował o tym dodatkowym grobie na grobie.
Roman Nowicki
syn Jana Nowickiego żołnierza AK


Artykuł o samowoli na mogiłach


Zdjęcie ojca
Jan Nowicki żołnierz AK 1939 rok


Dyplom Syzyf

ZOSTAŁEM OFICJALNIE SYZYFEM
    Na spotkaniu Noworocznym organizowanym przez Polską Izbę Przemysłowo Handlową Budownictwa, Związek zawodowy Budowlanych, Kongres Budownictwa i KIG dostałem   dyplom przyznający mi tytuł SYZYFA. Ma on wyrażać uznanie środowiska budowlanego za kilkadziesiąt lat społecznej pracy na rzecz rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Postanowiłem bliżej przyjrzeć tej sławnej postaci z pytaniem co wynika z losów tego bohatera antycznych czasów.
(Wikipedia)
SYZYF w mitologii greckiej był królem Koryntu i przyjacielem bogów, którzy zapraszali go nawet na Olimp, gdzie pijał nektar i jadł ambrozję, więc był zawsze zdrowy i silny”.

To lubię. Też tak chciałbym popijać nektar z bogami. Tylko bogów nie ma.

„Syzyf postanowił ich (bogów) przechytrzyć. Dzięki niemu ludzie przestali umierać. Ratując własne życie, Syzyf odważnie przeciwstawił się bogom. Wiele osiągnął - na pewien czas udało mu się pokonać śmierć”.

Przyznaję, że z upodobaniem przeciwstawiam się komu popadnie, ale nie widzę specjalnych korzyści z tego tytułu. Chociaż jest faktem, że moi przeciwnicy cieszą się coraz lepszym zdrowiem.

„Bogowie okrutnie go ukarali. Praca, którą przez wieki ma wykonywać Syzyf, stała się symbolem działania bezskutecznego, nieprzynoszącego rezultatów. Z drugiej jednak strony jest też Syzyf wyrazem tęsknot człowieka za pokonaniem śmierci, zakosztowaniem życia wolnego od cierpień i trosk”.

Jestem przekonany, że politycy w końcu spotkają się z rozumem i razem uda się rozwiązać problem mieszkaniowy. A więc nie będzie to działanie bezskuteczne, skazane na klęskę.

„Syzyf stał się swoistym symbolem ludzkiego heroizmu i wytrwałości. Uosabia trud i bunt walczącego z bogami i o swoją godność”.

To piękny cel. Bądźmy w tych dążeniach razem.

Roman Nowicki


PRZYGODA Z KATARZYNĄ GROCHOLĄ

Od lat jesteśmy z żoną zapraszani na prześwietne Gale BCC. Kilkanaście lat temu zostałem sygnatariuszem Forum Dialogu zorganizowanego wielkim nakładem wyobraźni i środków przez Marka Goliszewskiego, szefa BCC i tak już zostało wzajemne przywiązanie. W tym roku Gala odbyła się na torach Wyścigów Konnych na Służewcu. Obowiązkowe muszki, garnitury, fantazyjne kapelusze na głowach pięknych pań, oraz cały liczący się świat biznesu i polityki. Do tego na okrasę Ona – Katarzyna Grochola. Otoczona tłumem wielbicieli jej talentu literackiego i osobistej piękności. Podchodzimy i wygłaszam coś w tym stylu: jest to niesprawiedliwe, opatrzność obdarzyła Panią niezwykłą urodą, mądrością, wielkim talentem literackim, że o tańcu już nie wspomnę. A ja na ten przykład nic – nawet jak mówię to robię błędy ortograficzne. Uśmiechnęła się i zrobiliśmy sobie kilka zdjęć. Na koniec wpisała dedykację, w której dla poprawy mojego samopoczucia celowo zrobiła błąd ortograficzny.

26 czerwca 2010

Okładka

Dedykacja Grochola

Gala BBC 1

Gala BBC 2

Gala BBC 3


PIOTR FRONCZEWSKI,
CZYLI MOJA PRZYJAŹŃ Z PIRATEM DROGOWYM


    A było to tak. Był to rok 1990 albo nawet trochę wcześniej. Wigilia Bożego Narodzenia. Popołudnie, Warszawa ul. Krucza. Pusto, żadnego samochodu. Wszyscy siedzą już przy stołach biesiadnych. W oknach zapłonęły pierwsze świeczki na choinkach. Mój Fiat 125P musiał się zatrzymać na czerwonych światłach przy Żurawiej. Dalej pusto. I nagle przeraźliwy pisk opon. Ktoś gwałtownie hamował. Pomyślałem, że zaraz będzie potężny wypadek. I stało się. Piekielnie mocne uderzenie w tył samochodu. Wypadam przepełniony chęcią mordu. Na ulicy tylko dwa samochody. Mój fiacik, a z tyłu wbity w niego samochód przypominający poloneza. Krew mnie zalała, ale jeszcze nie na tyle żeby nie dostrzec, że zza kierownicy wygramolił się absolutny ulubieniec wszechświata Piotr Fronczewski. Natychmiast odpłynęła mi cała złość. Z odległości ładnych kilku metrów wykrzyknąłem: „O pan Fronczewski, jak się cieszę, tak chciałem pana poznać”. Fronczewskiego w sposób widoczny zamurowało. Słusznie spodziewał się linczu a tu taki tekst. Oparł się o swój częściowy samochód i odrzekł: ” Panie, k…., w różnych kabaretach grałem, ale czegoś podobnego nie można sobie nawet wyobrazić”. I tak się zaczęła nasza przyjaźń.

PS.
Potem się dowiedziałem, że niedawno Polnez został wyposażony jak na safari w specjalną kratę, na której zmontowano potężną baterię halogenów. Jak wiadomo przy gwałtownym hamowaniu przód samochodu siada. Uderzenie tym wszystkim „miękkim” w mój tylny zderzak spowodowało całkowitą demolkę Poloneza, bez żadnych śladów na moim Fiacie. Wygląda na to, że poznałem wspaniałego aktora dzięki opatrzności boskiej.

Ja i Piotr Fronczewski
NIEDAWNE SPOTKANIE Z PIOTREM FRONCZEWSKIM

LETNIA GALA  BCC

Gala BCC 1
Roman Nowicki z Markiem Goliszewskim Prezesem BCC.

Gala BCC 2
Urocza Pani Elżbieta Wiązowska BCC i Marszałek Jan Król. Zapewne przypadek sprawia, że wielka letnia Gala BCC zwykle wypada w imieniny Janka, co powoduje, że jest dwa w jednym: wspaniała Gala i impreza imieninowa na tysiąc par. Nie ma to jak być marszałkiem!

Gala BCC 3
Konkursy na najpiękniejsze kapelusze spowodowały, że wiele pań o niczym innym nie myśli przez cały rok jak tylko o tym, żeby w tym jednym dniu powalić panów na kolana a rywalki, żeby zzieleniały na trwałe z zazdrości.

Gala BCC 4
Pan Prezydent Święcicki miał tyle innych możliwości a jednak swoją męską przystojność ulokował przy moim stoliku, a dokładniej przy mojej żonie. Nie dziwię się i na pewno nie kapelusz tu decydował, choć piękny (bo sam go kupowałem).

Gala BCC 5
Państwo Wojdyłowie – górale z krwi i kości, zdobywcy wszystkich możliwych nagród i diamentów.

Gala BCC 6
Pan Prezes Marek Goliszewski, Pani Ela Wiązowska i Pani Jadwiga Sobczak-Nowicka moja osobista żona a jakże.

PIERŚCIEŃ

Pismo potwierdzające z BCC

Wręczenie pierścienia 1

Wręczenie pierścienia 2

Wręczenie pierścienia 3

KOCHANY PROFESOR

    Dzisiaj publikuję otrzymany niedawno list mojego ukochanego nauczyciela z Przasnysza – Pana Aleksandra Drwęckiego. W szkole podstawowej, w klasie szóstej i siódmej, uczył mnie chemii i fizyki z dosyć marnym wszakże skutkiem, bowiem należałem do uczniów dosyć opornych na wiedzę ścisłą.
    Po wielu, wielu latach los zetknął nas ponownie. Pan Aleksander stał się źródłem nieocenionej wiedzy o wszystkim, co się wydarzyło w historii ziemi przasnyskiej. W szczególności zajmował się bohaterskimi losami mieszkańców okolicznych wsi i samego Przasnysza w okresie okupacji niemieckiej i krwawych rządów władzy radzieckiej.
    Do wspomnień tych skłonił mnie fragment listu dotyczący książki „Martyrologia społeczeństwa powiatu przasnyskiego w latach wojny i okupacji 1939 – 1945”. Pan Profesor przypomina, że między innymi dzięki odkryciu tej prawdy, ludziom wysiedlonym w roku 1940 przyznano prawa i dodatki kombatanckie. Skoro już mowa o Jego książkach, które sponsorowałem, chciałbym przypomnieć pewien epizod. Po wydaniu serii dotyczącej zbrodni hitlerowskich z okresu okupacji, zwróciłem uwagę, że może warto by było coś napisać na temat zbrodni sowieckich, żeby nie być posądzonym o jednostronne patrzenie na historię. W niedługim czasie pojawiła się książka opisująca tragiczne losy mieszkańców ziemii przasnyskiej wysłanych do łagrów byłego Związku Radzieckiego.
    W tym miejscu ciśnie się inne wspomnienie. Jako poseł ziemi przasnyskiej miałem spotkanie z mieszkańcami jednej ze wsi, w trakcie którego promowaliśmy książkę dotyczącą masowych zsyłek na Sybir. Opowiadałem zebranym o niebywałym rysunku z tej książki obrazującym rozplanowanie łagru, wykonanym w głębokiej konspiracji i potem przywiezionym do Polski przez Pana Marchewkę. W tym momencie poprosił o głos bardzo stary, podpierający się na lasce, człowiek i powiedział: „Ja jestem, Proszę Pana, Marchewka, i ja razem z bratem narysowałem ten rysunek”.
    Pan Profesor Drwęcki pozwolił mi również odkryć kawał tragicznej historii mojej rodziny. W 1946 roku, podczas ekshumacji zbiorowej mogiły w Starych Jabłonkach, znaleźliśmy mojego ojca z rękami związanymi drutem kolczastym, zamordowanego strzałem w tył głowy. Przeżycia były tak okropne, że całe lata z tego okresu dziecko, jakim wówczas byłem, wykreśliło z pamięci. Dopiero po dziesiątkach lat Profesor Drwęcki odkrył mi historię tego morderstwa i podkreślił fakt, że ojciec był oficerem wywiadu AK, a nieszczęście spotkało go za wykradzenie planów lokalizacji obiektów, w których odpoczywali oficerowie niemieccy z frontu wschodniego. Na podstawie tych planów lotnictwo radzieckie zbombardowało cały teren.
    Dzięki mojemu Profesorowi Aleksandrowi Drwęckiemu poznaliśmy wszyscy bohaterską historię ziemi przasnyskiej, a ja szczegóły zdarzeń z tamtych trudnych lat.

Roman Nowicki


List Profesora

Legitymacja dziennikarska

Legitymacja dziennikarska Strona 1
Legitymacja dziennikarska Strona 2

W 2004 roku otrzymałem licencję nurka, co zważywszy na mój wiek zasługuje na odnotowanie na tych stronach.

Karta pływacka


Płaywam z córką
Najpiękniejsze widoki były jak pływałem z moją córką, bo ciągnęły do niej wszystkie najwspanialsze ryby, a rafy koralowe były jeszcze bardziej kolorowe niż zwykle.

Ja jako ryba
Tak wygląda człowiek w podeszłym wieku, który udaje rybę.

Moja córka
Córka przez chwilę sama, bo ja chyba robiłem zdjęcie.

TROCHĘ NOWYCH WYZWAŃ
Krynica Zdrój 14 stycznia 2006r.

Balon z Nowickim

Lot balonem
Błękit nieba, piękne majestatyczne góry i cisza od zgiełku politycznego.

Nowicki na skuterze
Największą frajdę sprawiała jednak szalona jazda skuterem śnieżnym po bezdrożach górskich.

W poszukiwaniu adrenaliny zacząłem sobie latać w 2004r. na lotniach, mając ponad 55 lat + VAT, trochę nie z własnej woli, a w wyniku inspiracji mojej córeczki.

Nowa pasja - lotnie

Nowa pasja - lotnie

Okazuje się, że pogoń za przygodą może być trwałym schorzeniem. We wrześniu 2005 roku pofruwałem sobie na spadochronach nad Oceanem Atlantyckim i to wcale nie koniec na tym.

Latam na spadochronie

Latam na spadochronie

Latam na spadochronie

Certyfikat Ukończenia kursu komputerowego

Certyfikat ukończenia kursu komputerowego

NOWAKOWSKI O NOWICKIM

    Poniżej pozwalam sobie przedstawić w sposób zwięzły i suchy sylwetkę Romka Nowickiego, z którym od lat jestem zaprzyjaźniony i razem próbujemy nieudolnie zbawić ten świat.

Stanisław Nowakowski           

    Roman Nowicki ukończył studia na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Warszawskiej. Od 1957 roku pracuje nieprzerwanie w budownictwie. Pełnił wiele ważnych funkcji w administracji państwowej.
Od początku pracy zawodowej prowadzi intensywną działalność społeczną.
W 1956 roku był współzałożycielem pierwszej w Polsce powojennej, studenckiej spółdzielni pracy "Maniuś". Był pomysłodawcą i przez 15 lat sekretarzem organizacyjnym konkursu "Złota Wiecha", promującego nowoczesne budownictwo na wsi. Ponad 20 lat temu współorganizował w Warszawie przy ul. Bartyckiej pierwsze targi budowlane, które funkcjonują do dzisiaj.
W 1988 roku założył Spółkę "Tani Dom". W 1989 roku zorganizował "Szkołę menadżerów przez działanie" - dla młodych ludzi z małych miast i wsi. Szkoła działała przez 3 lata. W 1991roku założył Związek Bezdomnych. W latach 1993-97 poseł na Sejm RP, autor wielu ustaw (podatek VAT, pierwsze mieszkanie, kasy budowlane).Jest twórcą programów mieszkaniowych i bezkompromisowym zwolennikiem ożywienia gospodarki poprzez rozwój budownictwa. Był radnym Sejmiku Województwa Mazowieckiego. W ramach działalności charytatywnej pomógł zbudować hospicjum w Markocie. Organizuje imprezy, z których dochód jest przeznaczany na Dom Dziecka w Michalinie, PKPS w Ostrołęce i na różnego typu fundacje, pomagające chorym i potrzebującym dzieciom.
    Roman Nowicki był organizatorem pierwszego od 65 lat Kongresu Budownictwa, który odbył się w maju 2002 roku. W listopadzie 2002 roku otrzymał z rąk Prezydenta RP Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski - za działalność publiczną i społeczną oraz za wkład w rozwój budownictwa. W lutym 2003 roku, międzynarodowa kapituła przyznała mu Order Uśmiechu. Roman Nowicki, jako prezes Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Ostrołęce, w sposób bezpośredni przyczynił się w 1994 roku do zakupu terenów i obiektów w których urządzono Dom dla Bezdomnych i Dom Dziennego Pobytu dla dzieci z porażeniem mózgowym. Dzięki jego staraniom zdobyto część środków finansowych potrzebnych na te cele.

    Roman Nowicki w latach 1993-1997, bezpośrednio wspierał finansowo działalność sekcji podnoszenia ciężarów w Makowie Mazowieckim oraz działalność Olimpiad Specjalnych dla Niepełnosprawnych. Pomógł również w uruchomieniu ośrodka rehabilitacji dla chorych dzieci w Przasnyszu.

    Przez wiele lat, przed Świętami Bożego Narodzenia, z własnych środków i ze środków sponsorów, przygotowywał paczki z odzieżą, żywnością i słodyczami dla biednych dzieci z niezamożnych rodzin dla samotnych, schorowanych ludzi w podeszłym wieku.

    Od 1991 roku zajmował się profesjonalną obroną dobrych, polskich przedsiębiorstw. W 1996 roku prof. Zbigniew Brzeziński wręczył Romanowi Nowickiemu za to działanie szablę wraz z odpowiednim podziękowaniem. Żywo reaguje na bieżące wydarzenia. Jest autorem kilkuset artykułów i publikacji na żywotne dla kraju i budownictwa tematy.

    W 2002 roku za działalność społeczną i zasługi dla budownictwa Roman Nowicki otrzymał z rąk Prezydenta RP Krzyż Komandorski z gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W 2003 r. dzieci wyróżniły Go swoim, największym odznaczeniem ORDEREM UŚMIECHU.


Roman Nowicki pełni aktualnie m.in. następujące funkcje społeczne:
  • wiceprezesa Warszawskiej Izby Samorządu Gospodarczego
  • prezesa Fundacji Bezdomnych
  • przewodniczącego Kapituły Orderu Otwartych Serc
  • przewodniczącego Kongresu Budownictwa Polskiego.

Pismo od Prezydenta Kwaśniewskiego


Pismo od Pana Goliszewskiego


Dyplom potwierdzający zostanie Członkiem Honorowym IPB



Dyplom Instytutu Lotnictwa



WSZYSCY JESTEŚMY WYNALAZCAMI
Wszyscy jesteśmy wynalazcami. Zwykle się mówi i pisze o tych największych, „epokowych” dokonaniach, które z dnia na dzień rewolucjonizują świat. Ale nie zawsze mamy czas i wyobraźnię, żeby uzmysłowić sobie, że tak naprawdę to my najnormalniejsi z normalnych ludzi jesteśmy w swojej masie prawdziwymi twórcami postępu. Codziennie, co minutę, w każdej sekundzie, przez całą historię ludzkości, ktoś coś poprawiał, ulepszał. Zwykle były to sprawy najprostsze z prostych, niegodne większej uwagi, ale wcześniej czy później znajdowały naśladowców i tak kroczek po kroczku szliśmy do przodu. Takie oto dziwne i napuszone refleksje naszły mnie gdy odgrzebałem w mojej osobistej prehistorii Młodego Technika z 1951 roku. Ten dwutygodnik dla młodzieży ogłaszał co i raz ogólnopolskie konkursy na „wynalazki”. Tak się złożyło, że mając 15 lat, ja mieszkaniec pipidówki jaką był wówczas Przasnysz wygrałem jedną z edycji tego konkursu. Nie ważne co było przedmiotem tych zawodów. Ważny był sukces chłopaka z prowincji.
Potem i zapewne wcześniej było wiele tego typu zdarzeń, które gdzieś utonęły w szarej codzienności, ale o kilku chciałbym jeszcze wspomnieć. Kiedyś na przykład zastanawiałem się jak zmienić budowę zegarka na ręku żeby zorientować się, która jest godzina bez zwracania uwagi naszego rozmówcy, który odwracanie ręki i spoglądanie na zegarek mógłby odczytać jako wyraz zniecierpliwienia jego towarzystwem.. Przygotowałem nawet kilka wariantów do opatentowania. Ale potem mi przeszło.
Pouczająca przygoda spotkała mnie w związku z pomysłem na bezramowe okna w budynkach inwentarskich. Kiedyś budowano kilkadziesiąt tysięcy takich obiektów rocznie a w każdym było po kilkadziesiąt okien ze stali lub z drewna i ze szkła. Wykonałem odpowiednie rysunki i obliczenia (jakość i wielkość przylgi, która zapewniała pełną szczelność okien) i całość przesłałem do zaopiniowania przez Instytut Techniki Budowlanej. W odpowiedzi między innymi napisano: „Pomysł jest tak prosty, że aż wydaje się nierzeczywisty”. Żadnych zastrzeżeń merytorycznych, przeciwnie. Było jednak jedno wielkie „ale” – kompletny brak zainteresowania zakładów produkujących okna. Jeden z producentów powiedział: „Jak pan sobie to wyobraża, 100% oszczędności drewna i stali, przecież to mi się w ogóle nie opłaca. Za kilkuprocentowe oszczędności w skali roku i drobne usprawnienia wszyscy będą dostawali premie i pochwały, a przy pana pomyśle wszystko za jednym razem diabli wezmą. A do tego, co to za przerób dla przedsiębiorstwa przy produkcji samych szyb?”. Prywatnie wyposażyliśmy kilka budynków w takie okna. Sprawowały się dobrze i na tym się skończyło, bo nikomu się wówczas nie opłacało produkować znacznie taniej.
Niezłym, jak się wydaje pomysłem był dach nad werandą na mojej działce. Mam swoje lata i ograniczona sprawność fizyczna każe myśleć jak wykonać pewne roboty, żeby umożliwić potem konserwację i konieczne naprawy. Zaprojektowałem więc i wykonałem sporych rozmiarów dach na zawiasach(!). Wystarczy odkręcić cztery śruby, żeby cały dach ustawił się pionowo, co umożliwia mycie przeźroczystych tafli pokrycia i łatwą wymianę jak zachodzi taka potrzeba.
Było też sporo zrealizowanych pomysłów innego typu: pierwsze wielkie budowlane targi komercyjne w Warszawie na ul. Bartyckiej, pierwsza prywatna Szkoła Menadżerów Przez Działanie za darmo dla młodzieży z prowincji, ogólnopolski konkurs Złota Wiecha pięknie i pożytecznie funkcjonujący przez kilkadziesiąt lat, składane w kilka dni domy mieszkalne mieszczące się na jednej ciężarówce z przyczepą (zbudowano ich kilkadziesiąt pod Warszawą), kasy budowlane dla mniej zamożnych rodzin przyjęte przez parlament i storpedowane przez polityków, były też skuteczne pomysły na zdawanie egzaminów przy zerowej nauce przedmiotu stosowane przy wysokich zakładach z kolegami o chałwę (opatentowana na giełdzie studenckiej metoda na współczucie, inna metoda na słabość fizyczną, czy w końcu na słabość do nart). Po założeniu w 1956 roku pierwszej Studenckiej Spółdzielni Pracy MANIUŚ w kilku wypadkach pomogłem zastosować twórczą interpretację obowiązujących wówczas cenników CZSP (np. w FSO na mytą szybę, która przecież ma dwie strony i w warszawskim ratuszu podczas mycia szyb, których nie było na moście Poniatowskiego).
Pisząc te wspomnienia pomyślałem sobie, że może w niedługim czasie ogłoszę w internecie konkurs na pomysły i najprostsze z prostych wynalazki dnia codziennego.

Roman Nowicki
Młody technik 1

Młody technik 2



PIERWSZA STUDENCKA SPÓŁDZIELNIA PRACY „MANIUŚ”
(w 50 rocznicę powstania)


    Po wielu staraniach udało mi się wydobyć z archiwum Polskiej Kroniki Filmowej materiał dotyczący Spółdzielni „Maniuś”. W 1956 roku wraz z grupą przyjaciół założyliśmy pierwszą w Polsce studencką spółdzielnię pracy, która dawała szanse biednym studentom na godne przeżycie okresu studiów. W skład organizatorów oprócz mnie wchodzili m.in.: Wiktor Sienkiewicz – prawdziwy geniusz biznesowy, Marian Augustynowicz, Ryszard Rządzki, Paweł Żuber. Zbudowana na dobrych rynkowych podstawach studencka spółdzielnia funkcjonuje do dzisiaj.
    W tym samym czasie założyliśmy również klub „FATA MORGANA”, któremu miałem zaszczyt prezesować i który przygotował pierwszą chyba w powojennej historii wycieczkę studentów z „demoludów” dookoła Europy. W tym celu nawiązaliśmy m.in. kontakty z Sofią Loren, z Zatopkiem oraz z dworem królowej angielskiej. Na wszystkie nasze wystąpienia o wsparcie i promocję otrzymaliśmy pozytywne odpowiedzi. Spółdzielnia „Maniuś” miała m.in. zapewnić środki finansowe na to marzycielskie przedsięwzięcie.
    Wyprawa w planowanym kształcie z różnych powodów nie doszła do skutku ale dostaliśmy zgodę na wyjazd do Francji na pracę przy zbiorach pomidorów. Szczególnie wzruszające były dowody życzliwości i wsparcia ze strony polskiego przemysłu. Wedel wyposażył nas w ogromne ilości słodyczy, a Polski Monopol Spirytusowy w kilka wielkich walizek pełnych wszelkiego rodzaju wódek, nie wyłączając spirytusu. Mieliśmy je reklamować przez spożycie, do czego przykładaliśmy się z należytą starannością.
    I na koniec kilka anegdot. Nazwa spółdzielni wzięła się od imienia naszego kolegi, który miał genialne zdolności manualne. Wszystko potrafił zreperować, a nawet jak zostawały niektóre części to i tak przykładowo zegar chodził i prawidłowo wybijał godziny.
    Z najciekawszych zleceń, które otrzymaliśmy warto wymienić mycie okien w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu i mycie Mostu Poniatowskiego. Po 50 latach można się przyznać do drobnego nadużycia. Prace, które wykonywaliśmy były rozliczane według cenników Centralnego Związku Spółdzielni Pracy (przykładowo przeprowadzki wyceniano wg ilości „ruchów” – wyniesienie mebla na klatkę – jeden ruch, zniesienie z jednego piętra – drugi ruch, zniesienie z kolejnych pięter – kolejne ruchy, doniesienie do samochodu – kolejny ruch, załadowanie – kolejny ruch, itd. Po zsumowaniu wszystkich „ruchów” mnożyło się je przez stawkę i była gotowa cena do rachunku). W tymże cenniku była podana cena mycia m² okna – z założeniem niepisanym, ale oczywistym, że dotyczy ona mycia dwustronnego. Po umyciu okien w halach produkcyjnych na Żeraniu pomnożyliśmy cenę przez 2, a księgowy dał się przekonać, że taka była intencja twórców cennika.
    Najlepiej zarabialiśmy jednak na trzepaniu dywanów i opiece nad dziećmi.
Oddzielna historia jest związana z myciem Mostu Poniatowskiego. Nasz lider biznesowy Wicio Sienkiewicz ciężko się zakochał w Ali i gwałtownie potrzebowaliśmy pieniędzy na ich ślub. Wybraliśmy się więc do ówczesnych władz Warszawy z informacją, że nie przystoi żeby stolica Polski miała tak brudny most i że gotowi jesteśmy go szybko umyć. Wszystkich zamurowało. Po chwilowym zdumieniu jakiś dobry człowiek, chociaż urzędnik, przystał jednak na nasze propozycje i tak pierwszy i chyba ostatni raz studenci umyli warszawski most. Z tym wiąże się jeszcze jedna anegdota. Szybki w wieżyczkach myliśmy wisząc po zewnętrznej stronie na linach. Praca była ciężka bo część z okien była tak „skorodowana”, że nie było możliwości umycia ich do czysta. Na szczęście część szybek była wybita, a więc i pracy było mniej. W trakcie robót odbywał się częściowy odbiór naszej pracy. Urzędnik ratusza średnio ocenił wyniki mycia szyb wskazując, że są jednak miejsca w których umyliśmy idealnie – i tu wskazał na okna, w których szyby były po prostu wybite. Ocena była dokonywana z odległości kilku metrów, a do tego biedak miał pewnie słaby wzrok. Nie chcę przez to powiedzieć, że po tej kontroli sami wybiliśmy część szyb, których nie udawało się żadnymi sposobami doszorować.
    Na filmie PKF ten facet z bujna czupryną to ja, a podłogę cyklinują Witek i Ala Sienkiewiczowie oraz Marian Augustyniak. Dziecko bawię też ja.

Roman Nowicki

Pobierz film o pierwszej Studenckiej Spółdzielni Pracy "MANIUŚ"


BYŁEM MINISTREM PRZEZ DWIE NOCE

    Pierwszy raz w 1986 roku. Pewnego dnia około południa zadzwonił do mnie zaprzyjaźniony wysoki urzędnik państwowy i powiedział mniej więcej tak: „jesteś ministrem budownictwa, na razie nikomu nic o tym nie mów, jutro dowiesz się o tym oficjalnie”.
Wiadomość kompletnie mnie zaskoczyła, ale pochodziła z takiego źródła, że nie mogła budzić żadnej wątpliwości. Zrobiłem to, co zapewne zrobiłaby większość w takiej sytuacji. Pojechałem do domu, poprosiłem o otwarcie barku i przy kieliszku dobrej wódki zwierzyłem się żonie. Całe dorosłe życie zajmowałem się sprawami mieszkaniowymi, ale nie było moim marzeniem być ministrem, więc biesiadowaliśmy z pewnym umiarem i zdziwieniem. Na drugi dzień rozdzwoniły się telefony od zaprzyjaźnionego, wysokiego urzędnika. Kiedy mnie w końcu złapał zapytał: Romek czy powiedziałeś komuś, że jesteś ministrem. Odpowiedziałem, że tylko żonie. Usłyszałem w słuchawce: „to dobrze, nie mów nikomu więcej, bo już nie jesteś”. Od tego czasu sporadycznie spotykałem się z byłym premierem Zbigniewem Messnerem, ale dopiero po 20 latach od tamtego zdarzenia zapytałem, czy to prawda i co takiego tej nocy się wydarzyło. Odpowiedź zachowam na razie dla siebie.

    Drugi raz było to w 1993 roku, kiedy rząd tworzył Waldemar Pawlak. Od kilku dni media podawały, że jedynym kandydatem na ministra budownictwa jestem właśnie ja. Nie było to celem mojego życia, więc i teraz przyjmowałem informacje na ten temat nad wyraz spokojnie. Premier Pawlak przeprowadzał rozmowy ze wszystkimi kandydatami do nowego rządu. Przyszła moja kolej. Z duszą na ramieniu pojawiłem się przed obliczem Pana Premiera. Tej rozmowy nigdy nie zapomnę. Przedstawiałem program mieszkaniowy ze dwadzieścia minut siedząc naprzeciwko premiera, a on kamienna twarz i nic. Nawet okiem nie mrugnął. Żadnej aprobaty, żadnej krytyki, żadnej reakcji. Czułem jak tracę pewność siebie. Postanowiłem się ratować. Wbrew oczywistym i widocznym faktom prawie wykrzyknąłem: „o widzę, że jak mówię o biedzie mieszkaniowej i programie zapewnienia dachu nad głową młodym rodzinom, to pan premier bardzo życzliwie reaguje” Myślałem, że to zmusi do jakiejś ludzkiej reakcji. Gdzie tam! Premier nie wykonując żadnego ruchu spuścił oczy i kontrolnie popatrzył na siebie i na swoje ręce jakby zastanawiając się, czym ja temu facetowi dałem powód do wyciągania takich wniosków. I to wszystko. Premier odprowadził mnie do sekretariatu, podziękował za spotkanie i wrócił do gabinetu. Na pytanie sekretarki odpowiedziałem, że moim zdaniem wypadłem zdecydowanie źle, o czym moim zdaniem świadczyło zachowanie (milczenie) Premiera w trakcie przesłuchania. Miła pani odparła z uśmiechem, że przeciwnie, Premier po prostu ma taki styl. Proszę pana – mówiła, jeżeli prezentacja wypada negatywnie delikwent sam wychodzi z gabinetu, jeżeli jest nieźle Premier żegna go w drzwiach, a w przypadku bardzo dobrej oceny jest odprowadzany i żegnany w sekretariacie. Gratuluję panu. Wieczorem główny dziennik podał przypuszczalny skład rządu, w którym wymieniono moje nazwisko. Rano znowu wszystko wróciło do normy.

Roman Nowicki
Byłem ministrem 1

Byłem ministrem 2

Byłem ministrem 3

Byłem ministrem 4

Byłem ministrem 4

Byłem ministrem 6



PIERWSZE W POLSCE TARGI
MYŚLI TECHNICZNEJ DLA INDYWIDUALNEGO
BUDOWNICTWA MIESZKANIOWEGO


W 1986 roku zaproponowałem zorganizowanie w pełni rynkowych targów budowlanych w Warszawie przy ul. Bartyckiej 26. Na tym terenie funkcjonowała już wcześniej Stała Wystawa Budownictwa, ale służyła raczej jako tło do różnego typu szkoleń i narad kadry kierowniczej budownictwa. Pomysł z targami spotkał się początkowo z ostrą krytyką „aparatu partyjnego” i administracji budowlanej.
W dobie tragicznych braków materiałowych targi wydawały się prowokacją dla zdrowego rozsądku. Zmieniłem więc nazwę na „targi myśli technicznej dla indywidualnego budownictwa mieszkaniowego” i tak impreza zyskała akceptację stosownych czynników. Targi funkcjonowały przez kilka lat. Waliły na nie tłumy Warszawiaków i nie tylko. W drugim, czy trzecim roku Pierwszy Sekretarz Partii Wojciech Jaruzelski przywiózł na nie całe biuro polityczne. To się dopiero działo. Poniżej folder pierwszych targów.

Folder z Targów 1

Folder z Targów 2

Folder z Targów 3

Folder z Targów 4



Logo BCC

    Kilkanaście lat działam w BCC. Jest to zaszczyt i wyróżnienie. BCC bardzo dobrze reprezentuje interesy stowarzyszonych przedsiębiorstw i przedsiębiorców, ale również realnie wpływa na modernizację państwa, demokratyzację życia publicznego i rozwój gospodarczy. Wielkim wkładem w przyspieszenie przemian społeczno gospodarczych było stworzenie FORUM DIALOGU. Ten doniosły akt został podpisany 27.10.96r. w Łazienkach Królewskich (Pałac na Wodzie). W ramach Forum przygotowałem projekt Programy Rozwoju Budownictwa Mieszkaniowego, który po wyczerpujących dyskusjach został przyjęty w tym doborowym i niezwykle pluralistycznym towarzystwie. Pomimo obietnic ówczesnego premiera podzielił on niestety los wszystkich innych programów mieszkaniowych i znalazł się w rządowym koszu.

BCC 1

BCC 2

BCC 3


ŚMIERĆ OJCA
Niedawno zmarł Aleksander Drwęcki, mój nauczyciel ze szkoły podstawowej, kronikarz męczeństwa ziemi przasnyskiej, człowiek wielkiego serca. Miałem okazję i zaszczyt pomagać Mu sponsorując część wydawnictw poświęconych okupacji hitlerowskiej i zsyłkom na sybir. Najwięcej jednak jestem wdzięczny za odkrycie prawdy o moim Ojcu. Tuż po wojnie mama zabrała mnie, dziesięcioletniego chłopaka, na poszukiwanie ojca w zbiorowych mogiłach pod Ostródą. Do dzisiaj śni mi się ten koszmar. Fetor gnijących ciał, ludzie z łopatami odkrywający coraz to nowe fragmenty nieskończonych rowów pełnych trupów i ja trzymający kurczowo matkę bliską szaleństwa. Z każdym nierozpoznanym ciałem rosła nadzieja, że może Ojciec żyje. I nagle świat się zawalił. Jest Ojciec z rękami i nogami związanymi drutem kolczastym i z dziurą od kuli z tyłu głowy. Na długie lata wymazałem ten fragment życia z pamięci.
I nagle, po prawie 50 latach, Drwęcki swoją benedyktyńską pracą odkrył mi Ojca, jego legendę. Był oficerem wywiadu AK ps. Rudy. Został aresztowany m.in. za wykradzenia planów ośrodka, w którym odpoczywali niemieccy oficerowie z frontu wschodniego. Ośrodek został zbombardowany. W trakcie konwoju do Ostródy wielu Polaków uciekło. Ojciec zamiast uciekać wziął rannego kolegę na plecy i próbował uciekać razem z nim. Nie dało rady, ponownie został pojmany i rozstrzelany. Dziękuję Ci Aleksandrze za radość i dumę, którą mi podarowałeś tą historią mojego Ojca.
Roman Nowicki

Śmierć ojca 1


Dyplom z Hevis


NIEKTÓRE DYPLOMY SPORTOWE Z WCZESNEJ MŁODOŚCI
(niestety część archiwum skradziono)

Dyplom Tenis stołowy 1960

Dyplom Tenis stołowy 1965

Dyplom Tenis stołowy 1968

Dyplom Siatkówka 1968

Dyplom Ktoś namalował RN

Dyplom Kometka 1968

Dyplom Tenis ziemny 1971