BALCEROWICZ - BYŁO I TAK

    Stawiając za życia pomniki L. Balcerowiczowi warto też pamiętać o takim epizodzie. W czerwcu 1997 roku, po czterech latach żmudnych dyskusji w sejmie, została ostatecznie przyjęta przez sejm i senat i podpisana przez Prezydenta A. Kwaśniewskiego ustawa o kasach budowlanych dla mało i średnio zarabiających rodzin, wzorowana na stu letnich doświadczeniach europejskich. Byłem inicjatorem i współautorem tego projektu. Zagorzałymi przeciwnikami ustawy byli niektórzy prominentni politycy lewicy (Marek Borowski i Ryszard Bugaj, który odrzucił wszystkie prośby o rozmowy merytoryczne i twierdził, że nie ustawie, bo nie) no i oczywiście L. Balcerowicz. Warto dodać, że wszyscy najwięksi i najznamienitsi posłowie prawicy byli w głosowaniach za ustawą, a posłowie lewicy przesądzili ostatecznie pozytywny wynik głosowania częściowo przez pomyłkę (kierujący głosowaniem podniósł rękę nie wtedy, kiedy trzeba). Radość czekających na swoje szanse mieszkaniowe była wielka, ale jak się okazało przedwczesna. Nikt bowiem nie przypuszczał, że jeden człowiek przekonany o swojej nieomylności, odważy się postawić ponad prawem, a mówiąc dosadnie brutalnie złamie to prawo. Otóż L. Balcerowicz przez szereg lat po przyjęciu ustawy nie wydawał jedynego potrzebnego przepisu wykonawczego blokując definitywnie rozpoczęcie działalności kilku kas, które zaczęły się organizować. W 2001roku rząd L. Millera, ukradkiem, zlikwidował formalnie i ostatecznie ustawę o kasach budowlanych dla mało i średnio zarabiających rodzin. Identyczne kasy budowlane w Europie rozwijają się z wielkimi sukcesami, gromadząc setki miliardów EUR (!) na budowę i remonty domów. Przykładowo: na SŁOWACJI otwarto w kasach 1,3 mln. rachunków, w CZECHACH - 5,3 mln., na WĘGRZECH - 1,2 mln., w CHORWACJI
 -O,4 mln., w RUMUNIi- O,3 mln., w NIEMCZECH-35,0 mln.,
 w AUSTRIA -5,0 mln.
    Warto dodać, że Węgrzy podczas pobytu w polskim sejmie w 1994 roku otrzymali nasz projekt ustawy o kasach budowlanych i w krótkim czasie kilku miesięcy go uchwalili i wdrożyli, zapewne dlatego, że nie mieli swojego Balcerowicza. Dzisiaj Węgrzy mają ok. 1,2 milionów rachunków w kasach budowlanych i prawie 7 miliardów EUR prywatnych środków na budownictwo i remonty mieszkań. A my jak zwykle toniemy w jałowych sporach drepcząc w miejscu. Jak tu się dziwić, że Polska ciągle jest na ostatnim miejscu w Europie prawie we wszystkich statystykach mieszkaniowych?

Roman Nowicki
Kongres Budownictwa
10 maja 2010



DOŁOWANIE POLSKIEGO
PRZEMYSŁU LOTNICZEGO

(List Piaseckiego do Prezydenta L. Wałęsy)
Dołowanie lotnictwa 1
  pytać? Co zrobisz jak ci odpowie nie? Więc zorganizowałem całą imprezę bez pytania.

Dołowanie lotnictwa 2
Dołowanie lotnictwa 3
Dołowanie lotnictwa 4


Dołowanie lotnictwa 5

Brudnopis artykułu.
Dołowanie lotnictwa 6
Dołowanie lotnictwa 7
Dołowanie lotnictwa 8


Dołowanie lotnictwa 9
Dołowanie lotnictwa 10


IRYDA 1
IRYDA 2


Artykuł Iryda a Polska


Do atykułu Iryda a Polska 1
Do atykułu Iryda a Polska 2



Tytuł Szkoły Menadźerów

Szkoła Menedżerów 1
Szkoła Menedżerów 2
Szkoła Menedżerów 3

Artykuł Dla Menedźerów

Artykuł Ostatnie dni zgloszen

Artykuł Szansa dla tych

Artykuł Przybywa kandydatów

Artykuł dla tych

Artykuł Trzecia sesja


WSPOMIENIE
GOŹDZIK NA POLITECHNICE WARSZAWSKIEJ
    Minęło ponad 50 lat a do dzisiaj noszę w sobie wspomnienia wiecu, który się odbył w 1956 roku na Politechnice Warszawskiej. Wcześniej na tej największej uczelni w Polsce powstawały jak grzyby po deszczu mniejsze i większe „komitety rewolucyjne”, w których wrzało od rana do nocy. Wierzyliśmy, że można zmienić świat na lepsze i wyzwolić kraj od tyranii.
    Sam wiec był niezwykły. Kilkadziesiąt tysięcy studentów w wielkiej auli Politechniki, na dziedzińcu i na wszystkich przyległych placach i ulicach. Temperatura zgromadzenia i emocje osiągały szczyt. W każdym momencie groził potężny niekontrolowany wybuch. Władza otoczyła cały teren szczelnymi kordonami ZOMO gotowymi do brutalnej interwencji.
    Wiec w gorączce czekał na przybycie legendarnego Goździka, który miał wygłosić ważne przemówienie. W międzyczasie organizatorzy dopuścili do nieplanowanych wystąpień zgłaszających się z sali studentów. Natychmiast ustawiła się kolejka przy mównicy. Pierwsze zdania zabierających głos były kluczowe. Jeżeli nie podobało się, mówca natychmiast, bez pardonu był wygwizdany i wytupany. Ja zacząłem: ” Nie chcemy wolności przyniesionej na bagnetach rosyjskich……”. Sala zaakceptowała - mogłem dokończyć. Emocje były tak ogromne, że niewiele pamiętam szczegółów. Aula Politechniki z przyległościami wrzała, antyrządowe hasła, okrzyki, gwizdy, rewolucyjne śpiewy. Wydawało się, że nikt i nic nie jest w stanie opanować tego żywiołu, że za chwilę wszyscy wylegną na ulicę i dojdzie do masakry. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy w tej piekielnej atmosferze Goździk pojawił się na trybunie. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego. Robotnik z FSO zewnęcznie niczym niewyróżniający się z tłumu. A jednak stało się coś niepojętego. Kilkadziesiąt tysięcy studentów wyraźnie czekało na to wystąpienie. Nastała cisza przerywana aprobującymi okrzykami i brawami. W przemówieniu była prawda i siła, była pasja i wola walki, była prosta mądrość, niezależność i marzenia o wolnej Polsce. Prostymi słowami potrafił wyrazić to, co czuło większość Polaków i kilkadziesiąt tysięcy zgromadzonych na wiecu studentów. Był słuchany z uszanowaniem i ze łzami w oczach.
    Roman Nowicki



BYŁO I TAK - UCIĘTA NOGA

    W 1956 roku na Politechnice Warszawskiej działało zatrzęsienie komitetów i komitecików rewolucyjnych. Wszystkich łączyła czysta i spontaniczna nienawiść do rzeczywistości, a dzieliło wszystko pozostałe. Były żarliwe dyskusje i całonocne spory o drogi naprawy. Była kawa, dym papierosów, poker, miłosne uniesienia i ciągłe poszukiwania czwartego do brydża. Były przemówienia, kłótnie i manifesty polityczne, a potem w 1957 roku walka o wolne wybory do sejmu i hasła: TYMANOWSKI I LASOTA DO SEJMU.
    Do naszego niewielkiego i nie najważniejszego Komitetu Rewolucyjnego, który współtworzyłem, między innymi należeli: Witek Sienkiewicz , Rysiek Rządzki, Paweł Żuber Krysia Miszczak, Ala Przeździecka ( Sienkiewicz ) i Bogdan Kulawik. Siedziba mieściła się w akademiku przy ulicy Uniwersyteckiej. Był to czas wielkiej wspólnoty warszawskich robotników i studentów. Dla ułatwienia naszej działalności politycznej związanej z wyborami do sejmu, wypożyczono nam z jakiegoś przedsiębiorstwa samochód osobowy, który niestety w jakimś starciu z przeciwnikami politycznymi doznał poważnych obrażeń. Trochę później uznaliśmy, że szczytem sojuszu robotniczo studenckiego było jednak podarowanie nam przez zakłady monopolowe dwóch wielkich waliz wódki i spirytusu dla reklamy tych szlachetnych trunków zagranicą (w 1956 roku założyliśmy Studencki Klub Fata Morgana i niedługo potem wyjechaliśmy na wakacje do pracy we Francji. Był to chyba pierwszy po wojnie tak masowy i spontaniczny wyjazd zagraniczny studentów Przełamaliśmy jakieś kolejne bariery.). Nie muszę przekonywać, że do tej reklamy na terenie Francji przykładaliśmy się ze szczególną starannością.
    Wracając do 1956 roku ciągle mamy w pamięci delegację z Budapesztu, która przywiozła nam łuski po kulach wystrzelonych przez okupantów rosyjskich do bohaterskich mieszkańców stolicy Węgier. Były łzy, zaklęcia o wiecznej przyjaźni i były toasty: „Polak, Węgier dwa bratanki…..”. I w końcu inny niezapomniany moment, kiedy do pełnego dymu papierosowego pokoju w akademiku przy ul. Uniwersyteckiej 5 przyszedł, wsparty na kulach, starszy człowiek bez jednej nogi. Ogorzały, mocny, ale z widocznym brzemieniem tragedii na barkach. Namawiając do wytrwałości w walce opowiedział swoją straszną historię. Pracował na Syberii w łagrach przy wycince Tajgi. Któregoś dnia jeden z pilnujących żołdaków uznał, że się leni. Razem z kamratami powalili go na ziemię, nogę położyli na świeżo ściętym pieńku i ucięli piłą spalinową. Były i takie momenty w tym pamiętnym 56 roku.

Roman Nowicki



SERWIS ZDJĘĆ

Marszałek Senatu Longin Pastusiak i Przewodniczący Komisji Infrastruktury Janusz Piechociński spotkali się z uczestnikami wiecu. Szczególnie przypadły im do gustu „domki dla bezdomnych” wybudowane przez studentów Akademii Sztuk Pięknych, Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej. Karykatury Jacentego Frankowskiego wywoływały gorzką zadumę nad indolencją rządzących.

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu

Zdjęcie z happeningu